Spowiedź osób homoseksualnych

Osoby wierzące, które chcą żyć w zgodzie z religijnymi przekonaniami, gdy doświadczają problemów homoseksualnych, zwracają się do swoich duszpasterzy, prosząc o pomoc. Czasem długo „kluczą” wokół konfesjo­nału, zanim przystąpią do spowiedzi. Wyznają swoją tajemnicę w poczuciu wstydu i zażenowania.

Niespokojnie oczekują na reakcję i słowa spowied­nika. Są bardzo wyczulone na przekaz niewerbalny. Lękają się odrzucenia. Spowiednik jest zwyczajnym człowiekiem i ma prawo do swoich uczuć. Jeśli odczuwa on do osób wyznających problemy homoseksualne dystans, niechęć, odrazę, to powinien te uczucia przepracować tak, aby one nie obniżały jakości jego posługi. Niekiedy spowiednik odczuwa lęk, że ich nie zrozumie, a zatem im nie pomoże. Czasem obawia się, by nie stać się obiektem erotycznego zainteresowania tych osób. Na jakość posługi spo­wiednika wpływa jego osobista kultura i duchowość, szacunek do peniten­ta, współczujące rozumienie, mądrość i bezgraniczna cierpliwość.

W odniesieniu do osób, które wyznają problemy homoseksualne, należy pamiętać, że nie wybierają one dobrowolnie swych uczuć i pragnień ero­tycznych do przedstawicieli własnej płci. One ich doświadczają i uczciwie je wyznają. Dla wielu osób to powód do złości na siebie, upokorzenia we własnych oczach, poczucia mniejszej wartości, odmienności, a nawet nie­nawiści do siebie. Są to wtórne reakcje na pierwotne doznania pragnień erotycznych do osób tej samej płci. Spowiednik nie powinien zaprzeczać odczuciom i potrzebom penitenta. W przeciwnym wypadku wspierałby mechanizm represji uczuć i potrzeb. Realizm psychologiczny penitenta trzeba spokojnie przyjąć.

Jeśli penitent poczuje się przyjęty, wówczas osłabnie w nim negatywne nastawienie do samego siebie. Potrzebuje on szacunku do siebie, by mógł podjąć walkę o siebie. Przecież w życiu walczymy o to, co ważne i wartoś­ciowe! Do walki potrzebujemy wewnętrznej siły. Wsparcie spowiednika oznacza, że staje on po stronie penitenta. Wyraża się ono w tym, że pod­kreśli on godność penitenta, osoby stworzonej na „obraz Boga”. Akcentuje przy tym płeć penitenta, mówiąc wprost: „Jesteś mężczyzną” lub „Jesteś kobietą”. Spowiednik może przypomnieć penitentowi, że skłonność homo­seksualna nie jest grzechem; nie prowadzi ona w sposób nieunikniony do seksualnych działań. W duszy człowieka jest miejsce na kontrolę siebie i wybór. Dlatego odpowiadamy za swoje czyny. Odpowiedzialni jesteśmy także za swoje „przeżywanie”, stąd warto edukować penitenta, by on sam nauczył się nie potęgować swojego przeżywania, a zwłaszcza by nie posił­kował się pornografią.

Niekiedy penitent nieświadomie przesuwa odpowiedzialność na innych. Wrażliwy spowiednik powinien jasno określać granice odpowiedzialności. Bywa, że spowiednikowi bardziej zależy na uporządkowanym życiu peni­tenta niż jemu samemu. W takiej sytuacji odpowiedzialność musi powrócić do adresata. Penitent powinien w sposób aktywny podjąć pracę nad sobą. Przełomem w tej pracy jest zrozumienie przez niego prawdziwych potrzeb emocjonalnych, ukrytych w potrzebach homoseksualnych. Gdy je odkryje, może nauczyć się zaspakajać swoje potrzeby bez ich seksualizacji. W tym procesie pomocnym narzędziem jest psychoterapia lub inny rodzaj pomocy psychologicznej. Obecnie ukazało się w Polsce wiele cennych publikacji na temat homoseksualizmu, godnych polecenia penitentom.

Ważny krok na drodze uzdrowienia stanowi przebaczenie. Na tym etapie pomoc spowiednika jest nieodzowna. Wiele czynników warunkuje wzrost psychiczny i duchowy penitenta. Zawsze jest to proces stopniowy i roz­ciągnięty w czasie. Wytrwałość i cierpliwość spowiednika to dla penitenta cenny dar. Spowiednik „rygorysta” nie wytrzyma długo z takim peniten­tem, zaś od spowiednika „liberalnego” czy „prohomoseksualnego” peni­tent odejdzie sam. Do konfesjonału przystępują także osoby z problemem homoseksualnym w bardziej złożonej sytuacji wewnętrznej i życiowej. Niektórzy z nich żyją w powtarzającym się cyklu: czyny homoseksualne, żal, spowiedź, pokuta itd. Niosą w sobie głód więzi, boją się samotności, są wciąż pobudzeni, żyją złudzeniami, spiętrzają emocje, wchodzą w uza­leżnienia. Przez wiele lat powtarzają swój cykl cierpienia. Czasem osiągają dno i wyznają wprost: „Mam dosyć tego homoseksualnego raju!”. To mo­ment ich przebudzenia.

Niestety, nie u wszystkich osób homoseksualnych on następuje i to z różnych powodów. Zmiany obyczajowe opóźniają najczęściej proces przebudzenia się tych osób. Bóg nie rezygnuje z człowieka, nawet jeśli on zrezygnował z siebie. Bóg jest źródłem nadziei dla zrozpaczonych, przeba­czeniem dla grzesznych, mocą dla słabych, odwagą dla bojaźliwych, Ojcem i Matką dla poranionych. Kto opuszcza człowieka, opuszcza Boga. Spo­wiednik pozostaje przy człowieku do końca.

 

Stanisław Morgalla SJ


polecamy:

73061     59334     dasz rade front     72396