Nie cudzołóż, czyli nie tylko o zdradzie i masturbacji

Łatwo zgodzić się z twierdzeniem, że przykazanie to dotyka sfery intymnej. Jakie są implikacje tego stwierdzenia? Czy to znaczy, że jest to obszar tak osobisty i indywidualny, że nie powinien nikogo innego obchodzić i stąd wymyka się wszelkim regulacjom?

Są tacy, którzy tak rozumują i mówią: „To moja sprawa, przecież nikogo nie krzywdzę”. Starają się niejako oddzielić tę sferę życia od reszty. Żyją w pewnej dychotomii, którą za literaturą nazywamy moralnością pani Dulskiej: to, co na zewnątrz, ma być moralne, a to, co wewnątrz – niekoniecznie.

Tradycja biblijna potępia ten sposób myślenia. Jezus krytykował faryzeuszy właśnie za taką mentalność (zewnętrzna i wewnętrzna strona naczyń), a Stary Testament domagał się kary śmierci za cudzołóstwo. Nie da się bowiem oddzielić sfery intymnej od zewnętrznej. To, co seksualne w nas, jest zbyt ważne, by mogło nie wpływać na resztę życia. Bałagan w łóżku odbija się na wszystkich innych dziedzinach wspólnego życia małżeńskiego. Próbując temu przeczyć, będziemy się sami oszukiwali. Takie myślenie wynika z niedoceniania seksualności. Nieraz jest ono też próbą ucieczki od problemów ze swoją płciowością. Łatwiej wmówić sobie, że nie ma problemu albo że jest on mało istotny, niż go rozwiązać.

Inaczej mówiąc: łatwiej ukrywać chorobę, niż się leczyć. Jest tak zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z nałogiem. Tego typu tendencje potęguje atmosfera tabu wokół spraw związanych z seksualnością. Wytworzyła się ona stosunkowo niedawno w naszej kulturze i tylko po części została odrzucona. Niektórym wręcz wydaje się, że wyrzeczenia w sferze seksualnej są cnotą. Ludzkiej natury nie da się oszukać, stąd tyle dramatów.

Zostaliśmy stworzeni jako „mężczyzna i kobieta”, a pierwsze słowa, jakie Bóg skierował do człowieka w Biblii, dotyczą naszej seksualności: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się…” (Rdz 1, 28). Cudzołóstwo uderza w to podstawowe powołanie człowieka. Burzy środowisko miłości, nie pozwala, by życie rozwijało się w pełni, podcina jego korzenie, zagrażając mu już na etapie rozwoju, to znaczy w dzieciństwie. To między innymi dobro dzieci, nawet tych jeszcze nieistniejących, domaga się wierności małżeńskiej rodziców, tak aby rzeczywiście mogły one wzrastać w zdrowej atmosferze.

Drugi opis stworzenia z Księgi Rodzaju podkreśla, że „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24). Grzech przeciwko szóstemu przykazaniu godzi w same podstawy człowieka i narusza tę jedność. Każdy człowiek szuka miłości, dlatego seks bez miłości, nawet w małżeństwie, jest czymś odpychającym.

Są też inne wykroczenia przeciw godności małżeństwa. Katechizm Kościoła katolickiego na pierwszym miejscu stawia tu rozwód wprowadzający nieporządek w komórkę rodzinną i w społeczeństwo, choć odróżnia go od koniecznej separacji, a także zaznacza, że „istnieje znaczna różnica między współmałżonkiem, który szczerze usiłował być wierny sakramentowi małżeństwa i uważa się za niesłusznie porzuconego, a tym, który wskutek poważnej winy ze swej strony niszczy ważne kanonicznie małżeństwo” (KKK 2386). Argumentacja ta na tyle mocno wpłynęła na prawo Kościoła prawosławnego, że zezwala on na powtórne małżeństwo stronie porzuconej. Ostatni synod o rodzinie potwierdził, że rozpad małżeństwa jest złem. Nie oznacza to jednak, że jest złem, z którego nie da się wyleczyć. Synod zaproponował drogę wzrostu chrześcijańskiego tym, którzy postanowili leczyć siebie (i swoje potomstwo) powtórnym związkiem.

Coraz częściej mamy do czynienia z „wolnymi związkami”. Ludzie nie chcą formalizować swojej relacji. Z jednej strony wielu uważa, że to, z kim tworzą dom i rodzinę, to ich prywatna sprawa i społeczeństwu nic do tego (nie potrzebują „papieru”), a z drugiej strony coraz więcej żyjących w związkach homoseksualnych domaga się uznania ich przez społeczeństwa, a nawet nazywania ich małżeństwami. Jedni i drudzy oczywiście chcieliby pomocy ze strony państwa. Sytuacja ta rodzi pytania o granice między sferą prywatną a publiczną i o wzajemność relacji społecznych.

Życie „na próbę” wydaje się bardzo rozsądne: „Żeby potem nie żałować”. Pytanie brzmi jednak: Czy można tylko na próbę stworzyć jedno ciało, nowe życie? Czy zniszczenie związku, także tego, który był tylko „czasowy”, nie wiąże się z ogromnym żalem i bólem? Pornografia kreuje nierzeczywiste wzorce zachowań seksualnych. Człowiek, żyjąc w świecie bajek na temat seksu, tak naprawdę staje się mniej zdolny do wchodzenia w dojrzałe relacje partnerskie.

Rodzi się też problem przytępionej wrażliwości, braku delikatności, a przede wszystkim oczekiwania na automatyczne rozładowanie napięć. Gdy współmałżonek używa pornografii, często jest to przeżywane co najmniej jako zagrożenie dla wierności małżeńskiej, wręcz jako jej złamanie. Ludzie w takich związkach czują się odtrąceni.

Mówienie o wierności w małżeństwie może być bolesne dla homoseksualistów. Zmuszanie tych osób do małżeństwa mija się z celem. Katechizm zwraca uwagę: „Osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej; dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. (…) Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej” (KKK 2358, 2359).

Wśród innych grzechów przeciw szóstemu przykazaniu wymienia się masturbację. Dotyczy ona seksualności i ma wpływ na obecne czy przyszłe pożycie małżeńskie. Jest to „akt wewnętrznie i poważnie nieuporządkowany”, ale „w celu sformułowania wyważonej oceny odpowiedzialności moralnej konkretnych osób i ukierunkowania działań duszpasterskich należy wziąć pod uwagę niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które zmniejszają, a nawet redukują do minimum winę moralną” (KKK 2352). Wpędzanie osób zmagających się z tym problemem w poczucie winy najczęściej podcina im skrzydła i utrudnia poprawę.

Seksualność zawsze rozpalała ludzką wyobraźnię, stąd nauczanie Kościoła w tej materii jest bardzo obfite. Niektórzy święci powiedzieli na ten temat zaskakująco mało. Na przykład św. Ignacy Loyola, pisząc w Konstytucjach Towarzystwa Jezusowego o czystości, wspomniał tylko, że jezuici pod tym względem mają być jak aniołowie. Chcąc z tego lakonicznego zdania wydobyć jak najwięcej, komentatorzy wskazują na to, że czystość powinna być misyjna, to znaczy jezuici, podobnie jak aniołowie, mają jednocześnie wpatrywać się w oblicze Boże i pełnić rożne misje i posługi.

Korzystając z tych intuicji, warto się zastanowić, na ile moje przeżywanie seksualności daje mi wolność, konieczną do autentycznego zaangażowania. Czy ten, kto stał się niewolnikiem seksu, nie żałuje, że nie stać go na miłość, która jest darem danym w sposób wolny? Nie mylmy jednak uzależnienia od seksu z silną więzią emocjonalną rodzącą się również pod wpływem współżycia.

 

Jacek Siepsiak SJ


Polecamy: