Grzech i lęk. Co je ze sobą łączy?

Pewne teksty Starego Testamentu, zawierające normy dotyczące karania winnych, mogą budzić w nas grozę swoją surowością, bowiem w naszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do zupełnie innych metod wymierzania kary. Pamiętajmy jednak, że mówimy tu o innych czasach, innym sposobie myślenia, a surowa kara jest też przejawem pedagogii, mającej na celu powstrzymanie ewentualnych naśladowców sprawców zła.

Księga Powtórzonego Prawa nakazuje Izraelitom tak postępować wobec kogoś, kto namawiałby ich do służby obcym bogom: „Ukamienujesz go na śmierć, ponieważ usiłował cię odwieść od Pana, Boga twojego, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Cały Izrael, słysząc to, ulęknie się i zaniecha tego zła pośród siebie” (Pwt 13,11n). Temu samemu celowi (tzn. wzbudzeniu lęku w ludzie, by zaniechał zła) ma służyć wyrok śmierci na tego, kto sprzeciwia się kapłanowi (por. Pwt 17,13), na oszczercę (19,17nn) i na nieposłusznego syna (por. Pwt 21,21).

Co więcej, Bóg zapowiada przez Mojżesza, że jeśli naród wybrany sprzeniewierzy się Bożemu Prawu, zostanie wygnany ze swojej ziemi do obcych narodów, gdzie będzie żył w nieustannym lęku i poczuciu zagrożenia życia. „Nie zaznasz pokoju u tych narodów ani stopa twej nogi tam nie odpocznie. Da ci tam Pan serce drżące ze strachu, oczy wypłakane z tęsknoty i duszę utrapioną. Życie twe będzie u ciebie jakby w zawieszeniu: będziesz drżał dniem i nocą ze strachu, nie będziesz pewny życia. Rano powiesz: Któż sprawi, by nadszedł wieczór, a wieczorem: Któż sprawi, by nadszedł poranek – a to ze strachu, który twe serce będzie odczuwać na widok, jaki stanie przed twymi oczami” (Pwt 28,65-67).

Tylko Bóg wie, jak naprawdę uszczęśliwić człowieka, tylko On potrafi zapewnić swoim wiernym pokój i dobrobyt. Izrael zgodził się przecież dobrowolnie służyć Panu, zawarł z Nim przymierze; Bóg był przez długie lata jedynym władcą Izraela. Później jednak wśród ludu pojawiło się pragnienie, by mieć ziemskiego króla, podobnie jak jest u innych narodów. Nie zadowolono się wyłącznym przewodnictwem Boga. Wobec tej decyzji Izrael otrzymuje znak Bożego niezadowolenia: jest nim nagła burza, niezwykła o tej porze roku, grożąca zniszczeniem plonów. Samuel pomaga odkryć Bożą pedagogię, wzywając lud do odrzucenia lęku. „Mówił cały naród do Samuela: «Módl się do Pana, Boga twego, za swymi sługami, abyśmy nie zginęli. Dodaliśmy bowiem do wszystkich naszych win to, że żądaliśmy dla siebie króla». Na to Samuel dał ludowi odpowiedź: «Nie bójcie się! Wprawdzie dopuściliście się wielkiego grzechu, nie opuszczajcie jednak Pana, lecz służcie Mu z całego serca!»” (1 Sm 12,19-20).

Celem Bożego działania jest nawrócenie człowieka, lęk nie jest celem, a jedynie środkiem wychowawczym, często występującym tylko w słowach ostrzeżenia przed złem. Bóg nie chce, by człowiek żył w lęku. Strach, podobnie jak ból, to lampki kontrolne wskazujące, że dzieje się coś niewłaściwego, co wymaga podjęcia zdecydowanych działań. O tych Bożych metodach wyraźnie mówi Elihu w Księdze Hioba, stwierdzając, że „Bóg otwiera ludziom uszy, przerażenie budzi w ich sercach. Chce odwieść człowieka od grzechu i męża uwolnić od pychy” (Hi 33,16-17).

Grzesznik nieraz ma świadomość tego Bożego działania, zresztą sama myśl o konfrontacji z absolutną świętością budzi w nim niepokój, dlatego naiwnie próbuje schować się przed Bogiem lub ukryć przed Nim swoje złe czyny. Po raz pierwszy spotykamy się z tą postawą tuż po grzechu pierworodnym, gdy Adam odpowiada Bogu: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się” (Rdz 3,10). To Bóg szuka człowieka, to Bóg woła: „Gdzie jesteś?”, a człowiek łudzi się, że skryje się przed uważnym spojrzeniem Wszechmocnego.

W Starym Testamencie nieraz podkreśla się, że grzesznicy próbują ukryć się za zasłoną nocy, a szczególnie dotyczy to – także z innych, oczywistych względów – grzechu cudzołóstwa. Księga Syracha tak objaśnia logikę postępowania grzesznika: „Człowiek, popełniając cudzołóstwo, mówi do swej żądzy: «Któż mnie widzi? Wokół mnie ciemności, a mury mnie skrywają, nikt mnie nie widzi – czego mam się lękać? Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów». Tylko oczy ludzkie są postrachem dla niego, a zapomina, że oczy Pana, dziesięć tysięcy razy jaśniejsze niż słońce, patrzą na wszystkie drogi człowieka i widzą zakamarki najbardziej ukryte” (Syr 23,18n).

Czego mam się lękać, skoro nikt mnie nie widzi – myśli naiwnie cudzołożnik. Czy rzeczywiście nikt? Do tak myślących grzeszników można odnieść Boże słowa zapisane przez Izajasza: „Kogo się lękasz i boisz, że Mnie chcesz oszukać? Nie pamiętasz o Mnie, nie dajesz Mi miejsca w twym sercu. Czyż nie tak? Ja milczę i przymykam oczy, ty się Mnie nie boisz” (Iz 57,11).

Bardzo ciekawy – choć niełatwy – tekst na temat lęków grzeszników zawiera Księga Mądrości.

Część tej księgi zawiera opis różnych wydarzeń z dziejów Izraela, przedstawionych w bardzo szczególny sposób: nie podawane są nazwy własne, imiona, co nadaje omawianym wydarzeniom charakteru bardziej uniwersalnego (można by rzec: by każdy mógł się w nich odnaleźć). W interesującym nas fragmencie grzeszni Egipcjanie, pragnący ukryć popełniane zło, przeżywają trwogę wobec plagi ciemności, pod wpływem której na domiar złego ich wyobraźnia przedstawia straszliwe obrazy: „Ci, którzy mniemali, że się ukryją z grzechami tajemnymi pod ciemną zasłoną zapomnienia, pogrążeni zostali w ciemnościach, wielce zatrwożeni i przerażeni zjawami. Bo i chroniąca ich kryjówka nie zabezpieczała przed strachem: rozlegały się wokół przerażające odgłosy, ukazywały się ponure zjawy o posępnych twarzach” (Mdr 17,3-4).

W szczególny sposób autor Księgi Mądrości podkreśla rolę egipskich czarnoksiężników. Magiczna władza zdawała się zapewniać bezpieczeństwo zarówno im samym, jak i tym, którzy się do nich zwracali, tymczasem wobec przerażających ciemności i niepokojących odgłosów również oni okazują się zalęknieni i bezradni: „Zawiodły kłamliwe sztuczki czarnoksięstwa, spadła haniebna kara za przechwalanie się mądrością. Ci, którzy przyrzekali duszę schorzałą uwolnić od strachów i niepokojów, sami chorowali na strach wart śmiechu. Bo nawet gdy nic przeraźliwego ich nie straszyło, przerażeni tupotem bydląt i syczeniem gadów zamierali ze strachu, nie chcąc nawet spojrzeć w powietrze, od którego nie można ujść w żaden sposób. Tchórzliwa bowiem jest nieprawość, gdy sama się potępia, i zawsze przymnaża trudności, dręczona sumieniem. Bo strach to nic innego jak zdradziecka odmowa pomocy rozumu, im zaś mniejsze jest wewnątrz oczekiwanie [pomocy], tym bardziej wyolbrzymia nieznaną, dręczącą przyczynę. A ich w tę noc rzeczywiście bezwładną i z czeluści bezwładnej Otchłani wypełzłą, uśpionych tym samym snem raz trapiły zjawy straszliwe, to znów upadek ducha obezwładniał, padł bowiem na nich strach nagły i niespodziewany” (Mdr 17,7-14).

Genialna jest definicja strachu, jaką podaje Księga Mądrości: strach to zdradziecka odmowa pomocy rozumu. Grzesznik – zwłaszcza czarnoksiężnik – ufał swojej wiedzy, logice, rozumowi, który teraz go zawodzi, a więc niejako zdradza, stąd paraliżujące uczucie bezradności. Strach zaślepia zdolność rozumowania. Jeśli grzesznik zachował jeszcze resztki prawego sumienia, ono wysyła sygnały, które również są naznaczone strachem – tym razem przed zasłużoną karą, ale jest to ostrzeżenie, które powinno nakłonić błądzącego do nawrócenia. W cytowanym tekście podkreśla się przede wszystkim dwa rodzaje takiego lęku: lęk przed ciemnością (która sama z siebie nie może przecież wyrządzić żadnej krzywdy) i lęk przed Otchłanią, która również w tym momencie nie sięga grzesznika, ale jawi mu się jako straszliwa perspektywa na przyszłość.

Jak zauważa Hans Urs von Balthasar, „lęk ludzi złych jest antycypowaną ciemnością Hadesu (…), natomiast lęk ludzi dobrych jest (…) epizodem między światłem i światłem”.

Również w Nowym Testamencie lęk bywa środkiem pedagogicznym powstrzymującym przed naśladowaniem grzeszników. Zauważamy to zwłaszcza w scenie, w której współcześni komentatorzy widzą nie tyle relację historyczną, ile raczej opowiadanie dydaktyczne: Ananiasz i Safira chcieli oszukać swych braci chrześcijan – udawali, że wchodzą całkowicie we wspólnotę dóbr, a w istocie zachowali dla siebie część pieniędzy ze sprzedanego majątku. Apostoł Piotr demaskuje kłamców i zapowiada ich rychłą śmierć. „Słysząc te słowa, Ananiasz padł i wyzionął ducha. A wszystkich, którzy tego słuchali, ogarnął wielki strach. (…) Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” (Dz 5,5.11). Widzimy jasno cel dydaktyczny opowiadania: odstraszyć potencjalnych naśladowców czynu jerozolimskich małżonków i ukazać, jak wielkim złem jest oszukiwanie wspólnoty Kościoła.

W Pierwszym Liście do Tymoteusza czytamy o znacznie łagodniejszym środku zaradczym, który miał zniechęcić do naśladowania grzeszników: „Trwających w grzechu upominaj w obecności wszystkich, żeby także i pozostali przejęci byli lękiem” (1 Tm 5,20).

Ktoś mógłby wysunąć zastrzeżenie, że takie publiczne upomnienie jest nieewangeliczne, jednak zwróćmy uwagę na pierwsze słowa: „trwających w grzechu”. Zatem Tymoteusz już zapewne wywiązał się z Jezusowego polecenia: „upomnij go w cztery oczy… następnie weź ze sobą drugiego…”. Teraz pozostało już tylko „donieś Kościołowi”, by Kościół wziął na siebie ciężar grzechu brata, by szukał środków zaradczych, ale też by zadbał o to, żeby nikt nie naśladował podobnych czynów.

Nie myślmy, że życie człowieka prawego, wiernego Bogu upływa bez jakiegokolwiek lęku, ale jest to inny lęk. Autorzy biblijni nieraz podkreślają, że dążenie do zjednoczenia z Bogiem, do zbawienia to sprawa bardzo poważna, wiążąca się ze świadomością, że otrzymane niezmierne dobra można też niestety roztrwonić, nie odpowiadając na Boże wezwania. Cytowaliśmy już słowa Jezusa: „Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Życie to gra o najwyższą stawkę, której nie wolno przegrać, dlatego św. Paweł zachęca Filipian: „zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma” (Flp 2,12). Nie chodzi o to, by wpadać w skrupuły, ale by traktować poważnie swoje życie chrześcijańskie, przeżywać je autentycznie.

Syrach pociesza nas ponadto, że lęk jest typowym doświadczeniem u początku podążania drogami mądrości (pamiętajmy, że dla człowieka Biblii mądrość to nie kwestia wiedzy, ale mądrego życia zgodnego z Bożymi wskazówkami). Później jednak lęk znika, bowiem gdy ktoś pragnie mądrości, ona „z początku powiedzie go trudnymi drogami, bojaźnią i strachem go przejmie, zada mu ból swoją nauką, aż nabierze zaufania do jego duszy i wypróbuje go przez swe nakazy; następnie powróci do niego po drodze gładkiej i rozraduje go, i odkryje mu swe tajemnice” (Syr 4,17n). Lęk sprawiedliwego, związany z jego niedoskonałością, przeminie. Pozostanie tylko jedna obawa: o wytrwanie w prawdzie, by nigdy nie dołączyć do grona tych, u których lęk jest naturalnym następstwem ich czynów.

Danuta Piekarz


Polecamy: