Chciwość – być jak pszczoła

Chciwość – być jak pszczoła

Chciwość (łac. avaritia) jest jednym z negatywnych przeja­wów zmysłowości. Święty Paweł uważa, że jest ona korzeniem wszelkiego zła (1 Tm 6, 10).

Tomasz z Akwinu porównuje ją do korzenia, które dostarcza sił witalnych drzewu: podob­nie jak korzenie zapewniają pokarm drzewu, tak bogactwo umożliwia zaspokojenie wszelkich grzesznych pragnień. Człowiek, który posiada wiele, czuje się panem sytuacji, uważa, że do niego należy cały świat. Mówi się potocznie, że pieniądz rządzi światem, a kto ma pieniądze, ma władzę. Stwierdzenie to jest w pewnym sensie prawdziwe. Obserwując współczesne rynki, giełdy, biura maklerskie, słucha­jąc polityków i dziennikarzy, można odnieść wrażenie, że świat jest współczesną świątynią, w której sprawuje się kult pieniądza. Już Oscar Wilde twierdził: Dziś młodzi wierzą, że pieniądz to wszystko. Dopiero gdy są starsi, są już tego pewni.

Chciwość oznacza brak wewnętrznej równowagi. Jest szukaniem stabilności w oparciu o dobra ziemskie, jest umi­łowaniem wszystkich rzeczy, jakie są pożądane bez umiaru (To­masz z Akwinu). Istota chciwości nie leży więc w samym posiadaniu, ale w stosunku do niego. Wszelkie dobra ma­terialne mają wartość pozytywną lub są moralnie obojętne. Stają się powodem grzechu jako przedmiot nadmiernego pożądania. Człowiek, który gromadzi coraz więcej, myli środki z celem. To dobra ziemskie mają służyć człowieko­wi, a nie odwrotnie. Pieniądze powinny pomagać w osiąg­nięciu życiowego celu i powołania; nie stanowią natomiast celu życia, nie są najważniejsze. Mają wymiar służebny w drodze do miłości, dzielenia się, a nie egoizmu, który jest bliskim krewnym chciwości. Trafnie ilustruje to dialog młodego małżeństwa. Mąż mówi do żony: Wiesz co, kochanie? Będę ciężko pracował, i któregoś dnia będziemy bogaci. Żona oka­zała się roztropniejsza: Już jesteśmy bogaci, najdroższy. Mamy siebie nawzajem. Być może kiedyś będziemy mieć również pieniądze (A. de Mello).

Giovanni Cucci, pisząc o fenomenologii chciwości, po­równuje zachowanie amatora wina i chciwca. Smakosz z namaszczeniem wlewa wino do kieliszka, przygląda się jego barwie, delektuje bukietem, wreszcie smakuje i wypija. Człowiek chciwy kontempluje butelkę i etykietkę i z tego czerpie przyjemność. Z chciwości nie poznaje smaku ani za­pachu samego wina. Wystarcza mu, że posiada butelkę.

Podobną wymowę ma przypowieść Jezusa o chciwcu, który osiągnął niewyobrażalne plony. Nie mogąc ich po­mieścić, zbudował nowe spichlerze i zgromadził w nich bo­gactwa. Sądził, że zapewnią mu dostatnie życie i spokojną starość. Odtąd jego dewizą stały się słowa: odpoczywaj, jedz, pij i używaj! (Łk 12, 19). Mimo całego sprytu nie wkalkulo­wał w swoją strategię tego, którędy biegną Boże drogi; co więcej, przestał się z Nim liczyć. Sądził, że dzięki pienią­dzom nabędzie nową tożsamość, wzmocni swoją pozycję w społeczeństwie, a tymczasem stracił imię i duszę. Jednej nocy utracił wszystko, co posiadał. Wydaje się, że człowiek ten jest bardzo samotny: nie ma żony, dzieci, przyjaciół. Jest związany wyłącznie ze swoimi dobrami materialnymi. Chciwość wystawiła mu tragiczny rachunek; ma wszystko i nic, wszystko dla ciała, nic dla ducha.

Ewangeliczny bogacz być może uniknąłby klęski, gdy­by żył słowami Pisma. Już Kohelet przestrzegał, że kto ko­cha się w pieniądzach, pieniądzem się nie nasyci; a kto się kocha w zasobach, ten nie ma z nich pożytku (Koh 5, 9). Podobnie uczy Syracydes: Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością, a oto udział jego w nagrodzie: gdy powie: «Znalazłem odpoczynek i teraz mogę żyć z moich dostatków» – nie wie, ile czasu minie, a zostawi je innym i umrze (Syr 11, 18–19). Również psalmi­sta wskazuje na przemijalność wartości gromadzonych na ziemi. Nie ma powodu zazdrościć bogatym ani pragnąć ich pozycji. Życie na ziemi jest krótkie, sława szybko przemija, bogactwo wcześniej czy później przynosi nudę i poczucie bezsensu, a co zostaje? Autor ze współczuciem spogląda na los bogatego (Ps 49, 17–21):

Nie obawiaj się, jeśli ktoś się wzbogaci,
jeżeli wzrośnie zamożność jego domu:
bo kiedy umrze, nic z sobą nie weźmie,
a jego zamożność nie pójdzie za nim.
I chociaż w życiu sobie pochlebia:
«Będą cię sławić, że dobrześ się urządził»,
musi iść do pokolenia swych przodków,
do tych, co na wieki nie zobaczą światła.
Człowiek, co w dostatku żyje, ale się nie zastanawia,
przyrównany jest do bydląt, które giną.

Chciwość angażuje człowieka w jednym kierunku – zdobywania. Już grecki filozof Demokryt stwierdził: Chci­wych ludzi można porównać do pszczół, bowiem tak pracują, jak­by mieli żyć wiecznie. Człowiek chciwy pracuje nieustannie, zawzięcie, nie potrafi nigdy powiedzieć: stop! Żyje w ciągłej obawie, że mu nie wystarczy. Konsekwencje bywają czasami tragiczne: jest niespokojny, zagubiony, tkwi w nieustannych lękach. Jego życie składa się z nerwic, niezdolności oderwa­nia się od pracy, niezdolności do odpoczynku, zaniku wszelkich zainteresowań niezwiązanych z „interesami”, zaburzeń snu, kry­zysu więzi małżeńskich i rodzinnych w ogólności, utraty przy­jaciół. Chciwiec, jak człowiek rozwiązły portretowany jako Don Juan, jest definitywnie sam, ponieważ nie jest zdolny do dzielenia się / współuczestniczenia. Obaj znają dwa rodzaje towarzystwa, oba sprowadzające się do przedmiotów, i stąd czerpią „usługi afek­tywne” (bezpieczeństwo i przyjemność) (G. Cucci). Tragiczne żniwo zbiera bogactwo zwłaszcza wśród ludzi młodych: pociąga za sobą uzależnienia, pustkę wewnętrzną, samo­bójstwa.

 

Stanisław Biel SJ


polecamy:

64372     75035     74057     59334     66288

O mocy, która daje wolność

O mocy, która daje wolność

Joanna Podsadecka: Skoro Bóg ma dar przenikania sumień, to po co spowiedź?

Ks. Jan Kaczkowski: Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jesteśmy aniołami i potrzebujemy pewne rzeczy usystematyzować, wypowiedzieć, nazwać. Samo nazywanie porządkuje sumienie, sprzyja namysłowi, pomaga w świetle odpowiedzialności spojrzeć na to, co zrobiliśmy, albo co zamierzamy zrobić. Po drugie, nie do przecenienia jest aspekt psychologiczny. Wypowiedzenie tego, co mamy w sobie, daje nam pewność, że skoro to zostało nazwane, nie trafiło w próżnię, ale zostało przez kogoś, a konkretnie: przez Boga, wysłuchane. To są dwa najważniejsze powody istnienia spowiedzi usznej. Chętnie dodam trzeci. Mocno wierzymy, że w sakramencie, w tych słowach: „odpuszczam tobie grzechy” (ale nie ja, Jan Kaczkowski, tylko Bóg, bo ja to robię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego), w tym niepozornym znaku krzyża i modlitwie mieści się niezwykła moc, która nam daje wolność.

Jaki wpływ na kapłana mają spowiedzi? Czy budują go te historie, kiedy człowiek siebie przekroczył, a dołują te, gdy widzi, że człowiek nie podołał?

Jeżeli jest się spowiednikiem profesjonalnym i dojrzałym, to potrafi się zachowywać dystans. Jest więc radość, gdy się widzi, że człowiek potrafi zadziwić swoją szlachetnością. Jest też ból, kiedy człowiek się poddaje. Najbardziej boli, jeżeli prowadzisz penitenta przez długi czas i już ci się wydaje,  że poderwał się do lotu, lecz zaraz na twoich oczach nie udaje mu się pokonać pierwszej przeszkody i się roztrzaskuje.

Odmówiłeś komuś rozgrzeszenia?

Nigdy nikomu nie odmówiłem rozgrzeszenia. Zdarza się jednak, że z obiektywnych przyczyn przesuwam rozgrzeszenie na dalszy czas.

Gdy mówisz komuś, że przesuwasz je na dalszy czas, to znaczy, że jakich warunków nie spełnił, żeby je uzyskać?

Nie spełnił warunków ważnego i godziwego rozgrzeszenia, czyli albo nie żałował za grzechy, albo nie obiecywał poprawy, albo połączył ze sobą te elementy i trwał w uporze. Kiedy pytam, czy nie żałuje za grzech i pada odpowiedź: „Tak, nie żałuję”, to wtedy – bez względu na to, jakiej wagi jest ten grzech – muszę przesunąć udzielenie rozgrzeszenia.

Nawet jak grzech był lekki?

Nawet jak był lekki.

A trzeba się spowiadać z lekkich grzechów?

Powinno się spowiadać z lekkich grzechów, bo kiedy się z nich nie spowiadamy, to one zalegają w sumieniu i otwierają drogę do grzechów ciężkich.

Co w sytuacji, kiedy ktoś nie uznaje za grzech tego, co według Kościoła jest grzechem?

To trzeba przyjąć skomplikowaną naukę o tym, że sumienie błędne niepokonalnie obowiązuje. Kościół ci mówi, że coś jest grzechem, wszyscy ci mówią, że coś jest grzechem, a ty mówisz w swoim sumieniu i dokładnie tak czujesz: „Nie, to nie jest grzechem”. Jeżeli dochowałaś staranności,  dowiedziałaś się ze wszystkich możliwych źródeł na temat tego grzechu i nadal jesteś święcie przekonana, że to nie jest grzechem, to powinnaś iść za własnym, chociaż błędnym, sumieniem. Bo jeżeli nie, to grzeszysz. Zawsze kiedy łamiemy własne sumienie, grzeszymy.

Grzech musi być świadomy, dobrowolny i dotyczyć materii poważnej. Osąd, co jest materią poważną, a co nie, nastręcza trudności.

Niewątpliwie ważenie grzechów jest problemem. Pamiętam ze studiów profesora historii Kościoła, który z nas, teologów moralnych, kpił: „I co? Będziecie teraz ważyć i mierzyć grzechy?”. W Katechizmie Kościoła katolickiego ten problem jest poruszony. Materia poważna to złamanie przykazania Bożego lub kościelnego w ważnej materii z pełną dobrowolnością i świadomością, że jest to grzechem, w dodatku grzechem ciężkim.

Najtrudniej jest określić dobrowolność.

Jeśli gimnastykujemy własne sumienie, staje się ono coraz sprawniejsze. Mięsień sumienia musi pracować, żeby był silny. Naprawdę jesteśmy w stanie określić, jaki czyn był dobrowolny. Jeżeli kłócę się z rodzicami i strzelę jakąś złośliwością, żeby zabolało, to znaczy, że popełniłem grzech ciężki. Kiedy jednak się pokłóciłem, nawet mi nerwy puściły zupełnie, ale mnie ukłuło sumienie i powiedziało: „Przestań!”, to myślę, że mogę to rozpatrywać jako grzech lekki. A jeśli dodatkowo w tym momencie wycofałem się i przeprosiłem, to tym bardziej. Sumienie to przestrzeń, wokół której ogniskuje się moje myślenie. Bo Pan Bóg mówi do nas w sumieniu.

 

Zapraszamy na stronę dacierade.pl, gdzie jeszcze więcej o ks. Janie i ostatniej z nim rozmowie

 


polecamy:

dasz rade front     73667     72746

Spowiedź generalna – czy ma sens?

Spowiedź generalna – czy ma sens?

Św. Ignacy w Ćwiczeniach Duchowych zaleca dwa rodzaje spowiedzi: regularną (w tamtych czasach co tydzień) oraz generalną, którą odbywa się co roku. Ta druga forma spowiedzi może zawierać coś, czego penitent nie wypowiedział podczas poprzednich spowiedzi, gdyż nie był tego świadomy. Ale Ignacy wyraźnie twierdzi, że kto się regularnie spowiada, nie musi przystępować do spowiedzi generalnej, bo grzechy zostały już odpuszczone.

Ta spowiedź musi być absolutnie dobrowolna i powinna wypływać z potrzeby serca poruszonego większym poznaniem swoich grzechów. Pod tym warunkiem, Ignacy gorąco zachęca do wyznania już odpuszczonych grzechów i tych, które zauważyliśmy np. podczas jakiegoś dnia skupienia, po dłuższych rekolekcjach, po przejściu jakiegoś trudnego doświadczenia, które rzuciło na moje życie nowe światło. Taka spowiedź jest bardziej formą duchowego ćwiczenia dla następujących celów:

  • W ten sposób człowiek wierzący wzmocni i pomnoży owoc odprawionych modlitw, bo dzięki zbliżeniu się do Boga, odosobnieniu od innych, lepszemu poznaniu siebie i Boga odczuje jeszcze większy żal, odniesie większy pożytek. Nie chodzi więc o wystawianie Boga na próbę, aby jeszcze raz odpuścił to, co już odpuszczone. Chodzi o pogłębienie doświadczenia miłosierdzia Boga w tym, co już zostało mi odpuszczone, patrząc na swoje grzechy przez pryzmat rozważanego Słowa Bożego. w nowym i bardziej intensywnym świetle. Chodzi o przeżycie sakramentalnego spotkania z Bogiem w innych okolicznościach i lepszym nastawieniu duchowym.
  • Taka spowiedź pozwala doświadczyć miłosierdzia nie tylko jako jednorazowego aktu, teraz i tutaj, ale przez włączenie własnej przeszłości ponowne uświadomienie sobie Bożej wierności względem mnie w poprzednim roku czy latach.
  • Powierzenie swojej przyszłości z większym i pełniejszym zaufaniem wobec Chrystusa, który stale jest miłosierny, przez stanowcze opowiedzenie się po Jego stronie i odrzucenie grzechu.
  • Spowiedź generalna rodzi również większą gotowość i lepsze usposobienie do przyjęcia Najświętszego Sakramentu. Nie chodzi o usposobienie w sensie zmazania grzechów, uzyskania łaski uświęcającej, lecz o przeżycie tego, że Najświętszy Sakrament jest nam dany również po to, abyśmy trwali w większej łasce, abyśmy się rozwijali, a nie tylko po to, aby unikać grzechów.
  • W Psalmie 17, padają takie słowa: Choćbyś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą i doświadczał ogniem, nieprawości we mnie nie znajdziesz. Ale za chwilę Psalmista woła: Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje. Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł. Miłosierdzie jest więc czymś więcej niż przebaczeniem grzechów. Psalmista, błagając o miłosierdzie, prosi o Bożą troskę, Opatrzność, wzięcie w opiekę, obronę przed różnorakimi wrogami. Spowiedź generalna może być podobnym aktem powierzenia siebie Bogu z ufnością. Można w niej podejść do tego, co Bóg pokazał mi podczas rekolekcji, do różnego rodzaju „wrogów” i ciemności, które zostały zdemaskowane w moim sercu, do postaw i zachowań, które zostały ujawnione. Warto powierzyć Chrystusowi to, co boli, co uwiera, jako Temu, kto zniósł grzechy świata, kto chce wziąć nasze troski na siebie i uleczyć nasze rany.

 

Dariusz Piórkowski SJ


polecamy:

     74057     72396     

Pycha – ostatnia sieć szatana

Pycha – ostatnia sieć szatana

Między jezuitami krąży znany żart: „Pokora to bardzo rzad­ka i bardzo cenna cnota, ale ja na szczęście ją mam!”.

To po­wiedzenie trafnie obrazuje, czym jest pycha. Człowiek po­korny nigdy nie powie o sobie, że taki jest, natomiast pysz­ny publicznie manifestuje swoją „pokorę”. Nieżyjący już mój współbrat zakonny opowiadał o rozmowie ze starszą, bardzo „uduchowioną” zakonnicą. Przyszła do niego po poradę, gdyż jak twierdziła, osiągnęła już „dwunasty sto­pień”, czyli szczyt pokory. Nie wiedziała jednak, co czynić dalej. Po namyśle odpowiedział jej: „Teraz zejdź ze szczytu na dół i rozpocznij wszystko od początku!”.

Termin „pycha” (superbia w języku łacińskim) kryje w sobie pozytywny rdzeń. Pochodzi stąd, że ktoś dąży do spraw sięgających „sopra” – „ponad”, „wyżej” niż to, kim jest (św. To­masz z Akwinu). Dążenie „ponad”, „wyżej” samo w sobie jest pozytywne. Św. Ignacy z Loyoli podobne słowo magis („więcej”) uczynił jednym z filarów swojej duchowości. Ca­łe życie duchowe jest zmierzaniem ponad, wyżej, jest prze­kraczaniem ograniczeń, barier i przeciętności. Bez przekra­czania siebie i zewnętrznych granic nie byłoby wzrostu, lecz stagnacja i regres. Święta Teresa z Ávili napisała: O tak, niech Bóg da, że wzrastanie nigdy nie ustanie; wiecie bowiem: kto nie wzrasta, kurczy się. Wydaje mi się niemożliwym, że miłość mogła­by się zadowolić tym, aby pozostać w tym samym miejscu.

Zdążanie wyżej (zwłaszcza gdy nie szanuje godności i praw innych) może przybierać grzeszne, a czasami wręcz patologiczne formy. Pojawia się pycha. Nie bez powodu Kościół umieścił ją na pierwszym miejscu wśród grzechów głównych. Jest ona bowiem źródłem wszystkich pozosta­łych. Ewagriusz z Pontu opisuje ją w metaforyczny sposób: Pycha jest obrzękiem duszy wypełnionej ropą, jeśli dojrzeje, pęk­nie i sprawi wielki odór. Współczesny człowiek zagubił „hie­rarchię” grzechów. Zwykle za najcięższe uważamy grzechy związane ze sferą seksualną. Zapominamy, że pierwsze przykazanie dotyczy miłości Boga, bliźniego i siebie (por. Mt 22, 34-40), a pycha jest jego zaprzeczeniem. Ojcowie Koś­cioła podkreślają, że każdy grzech kryje w sobie pierwiastek pychy. Uważają ją za królową wad, korzeń drzewa, na którym wyrasta każdy rodzaj złego owocu (G. Cucci). Pisze św. Augu­styn: Staraj się dociec, na czym polega każdy grzech, i zobaczysz, czy potrafisz znaleźć jakiś, który nie mógłby być określony jako pycha. Rozumowanie jest tu takie: każdy grzech, jeśli się nie my­lę, jest wyrazem pogardy wobec Boga, a wszelką postacią pogardy wobec Boga jest pycha. Cóż bowiem jest większym wyrazem pychy niż pogarda Boga? Każdy zatem grzech jest pychą.

Święty Ignacy z Loyoli opisuje działanie szatana jako „zarzucanie łańcuchów, sieci” (Ćwiczenia duchowne, 142). Jest to działanie stopniowe, które systematycznie usidla człowieka, koncentrując na sobie i prowadząc do pychy. Etapami pośrednimi jest pragnienie bogactw, posiadania oraz prestiż, zaszczyty, pozycja społeczna, ludzka chwała.

Pycha jest „ostatnią siecią” szatana. Gdy podprowadzi do niej człowieka, jego „misja” w zasadzie jest zakończona. Może spokojnie zająć się innymi. Panuje dziś powszechne przekonanie, że sukcesem szatana jest przekonanie ludzi, że jest iluzją, wymysłem albo niegroźnym straszakiem. Sądzę, że groźniejsze jest utwierdzenie człowieka w jego perfekcji, superdoskonałości, niezależności, czyli w pysze. Dotyczy to zwłaszcza osób duchownych i dążących do doskonało­ści. Linia dzieląca doskonałość od pychy jest bardzo cienka. Tymczasem pokora jest w stanie pokonać wszystkie „sieci szatana”. Gdy św. Antoni Pustelnik je zobaczył, zapytał z przerażeniem Boga: Któż może ich uniknąć? I usłyszał od­powiedź: Pokora.

Pycha wyraża się przede wszystkim w relacjach. W stosun­ku do Boga prowadzi do Jego negacji i odrzucenia. Człowiek pyszny sam siebie uważa za boga i centrum świata. Sądzi, że jest niezależny i wszechmocny. Źródłem pychy jest narcyzm, zapa­trzenie w siebie, szczycenie się własną pięknością i dosko­nałością.

Pierwsi rodzice (por. Rdz 3, 1nn), chociaż cieszyli się Bożymi dara­mi, przyjaźnią i bliskością samego Stwórcy, zapragnęli być jak On: posiąść tajemnicę dobra i zła, decydować o moral­ności. Ulegli więc pokusie szatana: wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3, 5). Pokusa węża nie oznaczała, że ludz­kość posiadłaby nieskończoną wiedzę podobną do boskiej ani że zakazany owoc był rodzajem afrodyzjaku, który skłonił ludzi do nieznanych im dotąd relacji seksualnych lub cielesnych. Zamiast tego wąż kusił doświadczeniem tego, czego ludzie zawsze pragną: niezależności i wolności (W.C. Kaiser i in.). Adam i Ewa uwie­rzyli szatanowi, że mogą posiąść Bożą prawdę i mądrość, Jego potęgę i nieśmiertelność, zostać bogami. Konsekwencje ich pychy, braku zgody na bycie stworzeniem, pragnienie nieograniczonej suwerenności i dorównywania Stwórcy od­czuwamy do dzisiaj.

Pycha nie jest domeną jedynie człowieka. Zaczyna się już w świecie duchów czystych, aniołów. Właściwie moż­na powiedzieć, że jest ich jedynym i najcięższym grzechem, który doprowadził do ich upadku. Aniołowie są najdosko­nalszymi duchowymi stworzeniami Boga: posiadają rozum i wolę: są stworzeniami osobowymi i nieśmiertelnymi. Przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne. Świadczy o tym blask ich chwały (Katechizm Kościoła Katolickiego, 330). Taki sposób obdarowania aniołów przez Stwórcę winien za­owocować wdzięcznością, miłością i niewzruszonym zaufa­niem. Tymczasem pojawiła się myśl zniekształcająca relację z Nim. „Zbuntowany anioł” odrzucił zaproszenie do relacji miłości i przyjaźni z Trójcą Świętą. Uległ złudnemu poczu­ciu samowystarczalności, niezależności, a nawet więcej, sam równał się ze Stwórcą. Misją anioła jest służba Bogu, tymcza­sem w swojej pysze anioł zrywa relację miłości łączącą go z Bogiem, w sposób nieodwołalny mówi: Nie będę służyć! (Jr 2, 20). Wybiera niezależność, „wolność” i w efekcie śmierć. Z anioła przemienia się w szatana.

Pycha jest wyrazem buntu wobec Boga, który bywa jawny lub (częściej) skrywany. Słusznie zauważa Piet van Breemen: Nasz bunt przeciwko Bogu zawsze maskujemy. Jeste­śmy zbyt przeszkoleni i wytrenowani pod względem religijnym, aby buntować się otwarcie. Zamiast miłości i wdzięczności wobec Stwórcy, któremu wszystko zawdzięczamy, pojawia­ją się żale, pretensje, niezadowolenie, pesymizm, narzeka­nie na Niego, osądzanie Go bądź udzielanie Mu dobrych rad. Słowa, które powinny być linią przewodnią całego ży­cia: Któż jak Bóg?, zostają zastąpione przez inne: Któż jak ja? Narcystyczna kontemplacja siebie prowadzi w efekcie do demonicznej logiki; odrzuca relacje miłości i zaufania Bogu i tworzy świat oparty na egoizmie i antywartościach. Święty Doroteusz z Gazy w Naukach opisuje przykład stopniowej degradacji wynikającej z pychy: Znałem kiedyś człowieka, któ­ry doszedł do godnego pożałowania stanu. Zaczęło się od tego, że kiedy ktoś z braci mówił do niego, on każdym gardził i mawiał: „A któż to taki? Nie ma autorytetu oprócz Zosymasa i jego szko­ły!” Potem i tych zlekceważył i zaczął mówić: „Nikt tylko Ma­kary!” Wkrótce potem już twierdził: „Któż to jest Makary? Tyl­ko Bazyli i Grzegorz!” Wnet i tych zlekceważył, mówiąc: „Któż to Bazyli i któż to Grzegorz? Tylko Piotr i Paweł!” Powiadam mu: „Zaiste, bracie, i tymi jeszcze pogardzisz”. I wierzcie mi, że w krótkim czasie zaczął już mówić: „Któż to jest Piotr i któż to jest Paweł? Nikt, tylko sama Trójca Święta!” Wreszcie wyniósł się i nad Boga samego i tak skończył. Dlatego musimy walczyć, bra­cia, z pierwszym rodzajem pychy, żebyśmy stopniowo nie doszli do pychy ostatecznej.

Człowiek pyszny miesza cele ze środkami. W miejsce Boga i jego chwały stawia swoje własne motywacje, czysto egoistyczne. W sposób zawoalowany próbuje je usprawied­liwiać. Przypomina wówczas Judasza z jego iluzorycznym altruizmem (por. J 12, 4-6). Maskuje własne egoistyczne cele, motywując je wzniosłymi ideałami.

Przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku (por. Łk 18, 9-14) trafnie punktuje różnice między pychą a pokorą, prawdą o sobie. Modlitwa faryzeusza za fasadą pobożno­ści okazuje się „bezbożna”. Bóg jest jedynie przykrywką dla zadufanego w sobie „ja”. Religia jest mu potrzebna, by się dowartościować, wywyższyć. Ten człowiek o nic Boga nie prosi, niczego od Niego nie oczekuje. Uwypukla osiąg­nięcia, a pomija słabości i błędy. Postępuje jak skrupulatny buchalter, sądząc, że w tym podoba się Bogu, albo że jest wręcz podobny do Boga. Ta postać pychy sprowadza Boga do narzędzia władzy, a religię do ideologii, kanału reklamującego na­szą domniemaną wartość (G. Cucci). Przeciwieństwem faryze­usza jest celnik. Stoi przed Bogiem jak żebrak, zawstydzony i pełen skruchy, gdyż zrozumiał swój grzech. Wie, że grzech czyni go dalekim od Boga. Nie usprawiedliwia się ani nie porównuje z innymi, jak czynił faryzeusz. Nie czuje się lep­szy przez kontrast z innymi. Ma świadomość, że potrzebu­je Boga, Jego miłosierdzia i łaski, by móc żyć inaczej. Jego modlitwa, słowa i postawa świadczą o pokornej miłości.

 

Stanisław Biel SJ


polecamy:

64372     74057     75035     66288     59334