Dokonałam aborcji. Chcę się wyspowiadać…

Dokonałam aborcji. Chcę się wyspowiadać…

Proces żałoby po stracie dziecka abortowanego posiada swoistą dynamikę. Przełomowym momentem tego procesu jest szczera spowiedź rodziców.

Może się ona odbyć w krótkim czasie po dokonanej aborcji. Często jednak dochodzi do niej po latach. A to oznacza, że rodzice abortowanego dziecka przez wiele lat nieświadomie przeżywają niezakończoną żałobę po stracie dziecka. Wywiera ona zatem swoje piętno na ich życiu i życiu ich bliskich. Aborcja dotyka całego systemu rodzinnego i skutkuje emocjonalnymi zaburzeniami. Sakrament pojednania staje się dla rodziców, którzy stracili dziecko, szczególnym lekarstwem i szansą, by domknąć trwający nieraz latami proces żałoby i odnowić ich „martwy” związek oraz wprowadzić porządek miłości w systemie rodzinnym. Kompetencje i rozumiejąca postawa spowiednika w tym procesie są nie do przecenienia. Najczęściej rodzice obciążeni winą i zawstydzeni nie przystępują do sakramentu pojednania razem. To skutek aborcji, która zaburza więź emocjonalną małżonków.

Kobieta po aborcji odczuwa nieraz żal i złość do swojego męża. Brutalny akt aborcji przerywa w kobiecie proces macierzyństwa, który naturalnie osiąga swój przełom w porodzie. Kobieta czuje się dogłębnie zraniona, pokrzywdzona i upokorzona. Razem z dzieckiem „usunięty” zostaje również partner. Kobieta po aborcji staje się oziębła, odczuwa niechęć, a nawet wstręt i obrzydzenie do swojego męża, co przekłada się na ich wzajemne relacje i zaburzenia w małżeńskim współżyciu. Mężczyzna czuje się odrzucony. Nierzadko popada w cichą depresję, a nawet w impotencję. Aborcja często poprzedza koniec związku małżeńskiego, co nie musi oznaczać, że małżonkowie decydują się na separację lub rozwód. Pozostają ze sobą, żyjąc emocjonalnie obok siebie, głównie z myślą o dobru pozostałych dzieci.

Dramat ich małżeństwa staje się także dramatem ich dzieci, które nieświadomie uczestniczą w tajemnicy rodziców. Kobieta po aborcji w stosunku do pozostałych dzieci staje się często nadopiekuńcza, żyje w ciągłym zagrożeniu, że może stracić kolejne dziecko. Wciąż udowadnia sobie i innym, że jest dobrą matką, która dla dzieci zrobi wszystko. Zamartwia się i odczuwa katastroficzne wyobrażenia wobec żyjących dzieci. Jej oczekiwania przyszłości naznaczone są dramatem przeszłości. Ponieważ ma zerwaną więź ze swoim mężem, nieświadomie wikła emocjonalnie ze sobą któreś z pozostałych dzieci, najczęściej wybierając syna. Izoluje go od męża, do którego straciła szacunek. Jej przekaz werbalny na temat ojca jej syna jest bardzo negatywny, co utrudnia synowi afirmację swojej męskości. Syn przyjmuje rolę opiekuna i pocieszyciela matki. Nigdy nie uda mu się jej zadowolić, dlatego wzrasta w przekonaniu, że jest słabym mężczyzną. Ojciec nierzadko „wiąże się” z córką, która odczuwa złość do matki, gdyż zaniedbuje ojca.

Tak powstałe uwikłania rodzinne utrudnią dorastającym dzieciom proces separacji i pójście własną drogą, a także założenie udanych związków małżeńskich. W ten sposób wszyscy członkowie rodziny niosą w swoim życiu ciężkie jarzmo skutków aborcji. Najbardziej obciążeni winą są rodzice abortowanego dziecka.

Najgorszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest próba wyparcia winy. Niekiedy kobieta wyznaje: „To wina mojego męża, to on się bał kolejnego dziecka”. Podobne wyznanie może paść z ust mężczyzny. Jeśli dojdzie do wyparcia winy, kobieta lub mężczyzna może nieświadomie rozpocząć „psychologiczną pokutę”, ściągając na siebie różne formy cierpienia. W takich sytuacjach interwencja spowiednika jest konieczna. Może on umiejętnie pomóc penitentowi w przeżyciu winy. Czasem wrażliwy spowiednik, słuchając wyznania penitenta, doznaje wstrząsu i swoją interwencją ochrania go przed przeżyciem winy. To błąd w sztuce spowiadania! Przeżycie winy jest etapem koniecznym w procesie duchowego uzdrowienia.

W praktyce spowiadania często spotyka się kobiety, które wielokrotnie powtarzają wyznanie aborcji. Te osoby najczęściej utkwiły w ślepej uliczce cichej rozpaczy. W swoim umyśle przechowują przekonanie o nieodwracalności popełnionego zła. A przecież zło jest uleczalne, ale w Bogu. Spowiednik może pomóc takiej osobie w reorientacji jej przekonań, odwołując się do tekstów biblijnych. Duszy zabić nie można (por. Mt 10, 28). Prawda ta umożliwia wewnętrzny ruch w duszy penitenta. Spowiednik, pełniąc posługę pojednania, pomaga nawiązać matce lub ojcu relację z abortowanym dzieckiem. To dziecko jest obecne w systemie rodzinnym. Trzeba dać mu miejsce w sercu jego matki i ojca, przyjąć je i „uczłowieczyć”. Pomaga w tym rytuał nadania imienia, zapalenia świecy, oddania dziecka większej Miłości (por. 1 J 4, 8). Świadomość, że dziecko jest u Boga i kocha swoich rodziców, wstawiając się za nimi, wyzwoli w sercach rodziców głębokie wzruszenie i wdzięczność; istnieje szansa, że porządek w ich związku i ich rodzinie zostanie przywrócony.

Bogusław Szpakowski SAC


polecamy:

72396     dasz rade front     75736     73384

Kiedy ksiądz może odmówić rozgrzeszenia?

Kiedy ksiądz może odmówić rozgrzeszenia?

Olaf Pietek: Kiedy ksiądz może odmówić rozgrzeszenia?

Piotr Jordan Śliwiński OFMCap: Ksiądz może odmówić rozgrzeszenia, po pierwsze, jeśli pojawia się grzech, do którego odpuszczenia nie ma uprawnienia. Po drugie może odmówić wtedy, gdy nie są spełnione warunki dobrego przeżycia sakramentu pokuty, czyli te, które ma spełnić penitent: uczciwy rachunek sumienia, żal za grzechy i postanowienie poprawy czy ewentualnie przyjęcie zadośćuczynienia, gdyby penitent nie chciał zadośćuczynienia przyjąć.

Czy to się często zdarza?

Z tym są nieraz problemy, co wynika z braków w katechezie. Pytam, czy penitentka żałuje za grzechy, a ona mówi, że za wszystkie z wyjątkiem jednego, bo kocha swego chłopaka i nie żałuje tego. To jest ciągle trudność w rozumieniu żalu. Jeśli kapłan powie, że skoro nie żałuje, to sprawa jest skończona, to mamy problem. Na czym ma polegać ten żal? Nie na obrzydzeniu sobie, tylko uznaniu czegoś, że było złe przed Bogiem, i na wyrażeniu skruchy. Wtedy penitenci spokojnie to przyjmują.

U niektórych ludzi pojawia się problem z postanowieniem poprawy, jeżeli targani są jakimiś grzechami, na przykład przy grzechach nałogowych tak jest. Ciągle postanawiam poprawę, ale nie wiem, czy wypełnię to postanowienie. Ktoś ma doświadczenie tego, że dany grzech wielokrotnie go powalił. Wtedy do ważności spowiedzi wystarczy, żeby był gotów odrzucić pokusę, jeśli w momencie rozgrzeszenia by na niego przyszła. To wystarczający znak dobrej woli, aby udzielić mu rozgrzeszenia.

Wspomniał Ojciec, że są grzechy, do których odpuszczenia spowiednik nie ma uprawnienia.

Faktycznie, penitent popada w kary kościelne za niektóre grzechy i nie każdy spowiednik może go rozgrzeszyć. Jeśli na przykład zdarzy się znieważenie Najświętszych Postaci czy atak na biskupa lub papieża, to wówczas sprawca zaciąga karę ekskomuniki latae sententiae zastrzeżonej Stolicy Apostolskiej. Wówczas ktoś, kto dopuścił się tego grzechu, popełnił też przestępstwo i zaciągnął karę zastrzeżoną właśnie Watykanowi. W tym momencie zwykły spowiednik nie może go z tego grzechu zwolnić i musi pisać do Stolicy Apostolskiej, oczywiście w sposób anonimowy. Wtedy do spowiednika przychodzi dekret zezwalający na rozgrzeszenie i zwykle nakładający jakąś pokutę.

Dotyczy to też apostazji, której odpuszczenie zastrzeżone jest biskupowi. Chodzi jednak jedynie o forum wewnętrzne. Jeśli ktoś dopuściłby się apostazji publicznie, to do rozgrzeszenia potrzeba będzie publicznego wycofania się z niej. Publicznie rozumie się, że przynajmniej wobec dwóch świadków.

Tak samo aborcja zastrzeżona jest biskupowi, z tym że najczęściej jest wtedy delegacja – z aborcji mogą rozgrzeszać kapłani penitencjarze; taką delegację stałą mają dziekani i wicedziekani, poza tym w diecezji są miejsca, zwykle sanktuaria, gdzie jest stałe pozwolenie na odpuszczanie tego grzechu. Tak samo zakony żebracze mają pozwolenie na rozgrzeszanie z aborcji, taka delegacja przywiązana jest do osoby spowiednika, a nie do miejsca. Jest też sytuacja, w której rozgrzeszenia może udzielić każdy spowiednik – każdy kapłan może rozgrzeszyć, jeśli jest to spowiedź generalna, czyli przynajmniej z roku. Z okazji Roku Miłosierdzia papież Franciszek delegował tę władzę każdemu spowiednikowi. Zapowiedział też rozesłanie specjalnych spowiedników, którzy będą mieli władzę rozgrzeszania wszelkich grzechów.

Przywołał Ojciec przykład pani, która za wszystko żałuje z wyjątkiem jednego grzechu. Czy można ją rozgrzeszyć z części, a z tego jednego grzechu nie?

Nie. Problem jest taki, że człowiek musi żałować, chcieć wrócić do Boga. Powrót musi być totalny. Nie mogę przyjąć połowy Ewangelii czy tylko jednej ósmej. Nie ma powrotu do Boga na kawałki. To jest decyzja totalna. Ona otwiera horyzont totalny, nie ma rzeczywistości, która by z tego horyzontu była wyłączona, że wszędzie będę realizował życie ewangeliczne, ale w jakimś sektorze nie, że Bóg nie będzie moim Bogiem na przykład w sypialni albo w pracy.

Piotr Jordan Śliwiński OFMCap, Olaf Pietek


polecamy:

72396     dasz rade front     73061     59334

Spowiedź osób homoseksualnych

Spowiedź osób homoseksualnych

Osoby wierzące, które chcą żyć w zgodzie z religijnymi przekonaniami, gdy doświadczają problemów homoseksualnych, zwracają się do swoich duszpasterzy, prosząc o pomoc. Czasem długo „kluczą” wokół konfesjo­nału, zanim przystąpią do spowiedzi. Wyznają swoją tajemnicę w poczuciu wstydu i zażenowania.

Niespokojnie oczekują na reakcję i słowa spowied­nika. Są bardzo wyczulone na przekaz niewerbalny. Lękają się odrzucenia. Spowiednik jest zwyczajnym człowiekiem i ma prawo do swoich uczuć. Jeśli odczuwa on do osób wyznających problemy homoseksualne dystans, niechęć, odrazę, to powinien te uczucia przepracować tak, aby one nie obniżały jakości jego posługi. Niekiedy spowiednik odczuwa lęk, że ich nie zrozumie, a zatem im nie pomoże. Czasem obawia się, by nie stać się obiektem erotycznego zainteresowania tych osób. Na jakość posługi spo­wiednika wpływa jego osobista kultura i duchowość, szacunek do peniten­ta, współczujące rozumienie, mądrość i bezgraniczna cierpliwość.

W odniesieniu do osób, które wyznają problemy homoseksualne, należy pamiętać, że nie wybierają one dobrowolnie swych uczuć i pragnień ero­tycznych do przedstawicieli własnej płci. One ich doświadczają i uczciwie je wyznają. Dla wielu osób to powód do złości na siebie, upokorzenia we własnych oczach, poczucia mniejszej wartości, odmienności, a nawet nie­nawiści do siebie. Są to wtórne reakcje na pierwotne doznania pragnień erotycznych do osób tej samej płci. Spowiednik nie powinien zaprzeczać odczuciom i potrzebom penitenta. W przeciwnym wypadku wspierałby mechanizm represji uczuć i potrzeb. Realizm psychologiczny penitenta trzeba spokojnie przyjąć.

Jeśli penitent poczuje się przyjęty, wówczas osłabnie w nim negatywne nastawienie do samego siebie. Potrzebuje on szacunku do siebie, by mógł podjąć walkę o siebie. Przecież w życiu walczymy o to, co ważne i wartoś­ciowe! Do walki potrzebujemy wewnętrznej siły. Wsparcie spowiednika oznacza, że staje on po stronie penitenta. Wyraża się ono w tym, że pod­kreśli on godność penitenta, osoby stworzonej na „obraz Boga”. Akcentuje przy tym płeć penitenta, mówiąc wprost: „Jesteś mężczyzną” lub „Jesteś kobietą”. Spowiednik może przypomnieć penitentowi, że skłonność homo­seksualna nie jest grzechem; nie prowadzi ona w sposób nieunikniony do seksualnych działań. W duszy człowieka jest miejsce na kontrolę siebie i wybór. Dlatego odpowiadamy za swoje czyny. Odpowiedzialni jesteśmy także za swoje „przeżywanie”, stąd warto edukować penitenta, by on sam nauczył się nie potęgować swojego przeżywania, a zwłaszcza by nie posił­kował się pornografią.

Niekiedy penitent nieświadomie przesuwa odpowiedzialność na innych. Wrażliwy spowiednik powinien jasno określać granice odpowiedzialności. Bywa, że spowiednikowi bardziej zależy na uporządkowanym życiu peni­tenta niż jemu samemu. W takiej sytuacji odpowiedzialność musi powrócić do adresata. Penitent powinien w sposób aktywny podjąć pracę nad sobą. Przełomem w tej pracy jest zrozumienie przez niego prawdziwych potrzeb emocjonalnych, ukrytych w potrzebach homoseksualnych. Gdy je odkryje, może nauczyć się zaspakajać swoje potrzeby bez ich seksualizacji. W tym procesie pomocnym narzędziem jest psychoterapia lub inny rodzaj pomocy psychologicznej. Obecnie ukazało się w Polsce wiele cennych publikacji na temat homoseksualizmu, godnych polecenia penitentom.

Ważny krok na drodze uzdrowienia stanowi przebaczenie. Na tym etapie pomoc spowiednika jest nieodzowna. Wiele czynników warunkuje wzrost psychiczny i duchowy penitenta. Zawsze jest to proces stopniowy i roz­ciągnięty w czasie. Wytrwałość i cierpliwość spowiednika to dla penitenta cenny dar. Spowiednik „rygorysta” nie wytrzyma długo z takim peniten­tem, zaś od spowiednika „liberalnego” czy „prohomoseksualnego” peni­tent odejdzie sam. Do konfesjonału przystępują także osoby z problemem homoseksualnym w bardziej złożonej sytuacji wewnętrznej i życiowej. Niektórzy z nich żyją w powtarzającym się cyklu: czyny homoseksualne, żal, spowiedź, pokuta itd. Niosą w sobie głód więzi, boją się samotności, są wciąż pobudzeni, żyją złudzeniami, spiętrzają emocje, wchodzą w uza­leżnienia. Przez wiele lat powtarzają swój cykl cierpienia. Czasem osiągają dno i wyznają wprost: „Mam dosyć tego homoseksualnego raju!”. To mo­ment ich przebudzenia.

Niestety, nie u wszystkich osób homoseksualnych on następuje i to z różnych powodów. Zmiany obyczajowe opóźniają najczęściej proces przebudzenia się tych osób. Bóg nie rezygnuje z człowieka, nawet jeśli on zrezygnował z siebie. Bóg jest źródłem nadziei dla zrozpaczonych, przeba­czeniem dla grzesznych, mocą dla słabych, odwagą dla bojaźliwych, Ojcem i Matką dla poranionych. Kto opuszcza człowieka, opuszcza Boga. Spo­wiednik pozostaje przy człowieku do końca.

 

Stanisław Morgalla SJ


polecamy:

73061     59334     dasz rade front     72396

Spowiedź generalna – czy ma sens?

Spowiedź generalna – czy ma sens?

Św. Ignacy w Ćwiczeniach Duchowych zaleca dwa rodzaje spowiedzi: regularną (w tamtych czasach co tydzień) oraz generalną, którą odbywa się co roku. Ta druga forma spowiedzi może zawierać coś, czego penitent nie wypowiedział podczas poprzednich spowiedzi, gdyż nie był tego świadomy. Ale Ignacy wyraźnie twierdzi, że kto się regularnie spowiada, nie musi przystępować do spowiedzi generalnej, bo grzechy zostały już odpuszczone.

Ta spowiedź musi być absolutnie dobrowolna i powinna wypływać z potrzeby serca poruszonego większym poznaniem swoich grzechów. Pod tym warunkiem, Ignacy gorąco zachęca do wyznania już odpuszczonych grzechów i tych, które zauważyliśmy np. podczas jakiegoś dnia skupienia, po dłuższych rekolekcjach, po przejściu jakiegoś trudnego doświadczenia, które rzuciło na moje życie nowe światło. Taka spowiedź jest bardziej formą duchowego ćwiczenia dla następujących celów:

  • W ten sposób człowiek wierzący wzmocni i pomnoży owoc odprawionych modlitw, bo dzięki zbliżeniu się do Boga, odosobnieniu od innych, lepszemu poznaniu siebie i Boga odczuje jeszcze większy żal, odniesie większy pożytek. Nie chodzi więc o wystawianie Boga na próbę, aby jeszcze raz odpuścił to, co już odpuszczone. Chodzi o pogłębienie doświadczenia miłosierdzia Boga w tym, co już zostało mi odpuszczone, patrząc na swoje grzechy przez pryzmat rozważanego Słowa Bożego. w nowym i bardziej intensywnym świetle. Chodzi o przeżycie sakramentalnego spotkania z Bogiem w innych okolicznościach i lepszym nastawieniu duchowym.
  • Taka spowiedź pozwala doświadczyć miłosierdzia nie tylko jako jednorazowego aktu, teraz i tutaj, ale przez włączenie własnej przeszłości ponowne uświadomienie sobie Bożej wierności względem mnie w poprzednim roku czy latach.
  • Powierzenie swojej przyszłości z większym i pełniejszym zaufaniem wobec Chrystusa, który stale jest miłosierny, przez stanowcze opowiedzenie się po Jego stronie i odrzucenie grzechu.
  • Spowiedź generalna rodzi również większą gotowość i lepsze usposobienie do przyjęcia Najświętszego Sakramentu. Nie chodzi o usposobienie w sensie zmazania grzechów, uzyskania łaski uświęcającej, lecz o przeżycie tego, że Najświętszy Sakrament jest nam dany również po to, abyśmy trwali w większej łasce, abyśmy się rozwijali, a nie tylko po to, aby unikać grzechów.
  • W Psalmie 17, padają takie słowa: Choćbyś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą i doświadczał ogniem, nieprawości we mnie nie znajdziesz. Ale za chwilę Psalmista woła: Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje. Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł. Miłosierdzie jest więc czymś więcej niż przebaczeniem grzechów. Psalmista, błagając o miłosierdzie, prosi o Bożą troskę, Opatrzność, wzięcie w opiekę, obronę przed różnorakimi wrogami. Spowiedź generalna może być podobnym aktem powierzenia siebie Bogu z ufnością. Można w niej podejść do tego, co Bóg pokazał mi podczas rekolekcji, do różnego rodzaju „wrogów” i ciemności, które zostały zdemaskowane w moim sercu, do postaw i zachowań, które zostały ujawnione. Warto powierzyć Chrystusowi to, co boli, co uwiera, jako Temu, kto zniósł grzechy świata, kto chce wziąć nasze troski na siebie i uleczyć nasze rany.

 

Dariusz Piórkowski SJ


polecamy:

     74057     72396