Po co robić rachunek sumienia? Jak go robić? I przede wszystkim – czego nie robić w jego trakcie, żeby się jeszcze bardziej nie pogubić?
Polecamy:
![Największe błędy w rachunku sumienia [FILM] Największe błędy w rachunku sumienia [FILM]](https://jaksiespowiadac.pl/wp-content/uploads/sites/2/2016/07/jordan-720x300.jpg)

Wykorzystywanie innych poprzez seks dokonuje się na różnych etapach, jednak na każdym z nich przynosi katastrofalne skutki.
Problem wykorzystywania innych w celach erotycznych czy hedonistycznych wiąże się z jedną z najstarszych ponoć profesji świata. Przykładem są domy publiczne w starożytnym Efezie. Zachowany tam do dzisiaj kompleks zabudowań o tej funkcji pochodzi z IV wieku. Zdobiony bogatymi i pięknymi mozaikami, składa się z pokoi i salonów zgrupowanych wokół podwórza. „Pracujące” w nim inteligentne, wykształcone i urodziwe kobiety, chociaż wykorzystywane przez mężczyzn, cieszyły się szczególnymi przywilejami, nieznanymi zwykłym rzymskim kobietom; posiadały własne nieruchomości, miały możliwość udziału w życiu publicznym (w demonstracjach czy wyborach!), a także prawo wyboru klientów. Wspominam o Efezie, gdyż podczas zwiedzania tego starożytnego miasta Maryi i Jana Apostoła uderzyło mnie, że właśnie tam powstały pierwsze na świecie reklamy domów publicznych – zachowane do dziś w bardzo dobrym stanie reliefy ukazują lewą stopę i portret kobiety ozdobiony dekoracjami.
Miłość i seksualność nie mogą być przedmiotem handlu. Starożytna pieśń o miłości głosi: Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko (Pnp 8, 7). Tego rodzaju „transakcje” są godne pogardy. „Miłość za pieniądze”, która w rzeczywistości jest iluzją, pozorem miłości, upokarza osobę, dewaluuje seksualność ludzką. Kto chce „kupić” miłość, w rzeczywistości nabywa wyłącznie przedmiot seksualny i upokarza siebie samego oraz drugą osobę.
Film Adriana Lyne’a Niemoralna propozycja trafnie oddaje konsekwencje separacji miłości od seksu. Para młodych, zakochanych, ale zadłużonych ludzi przyjmuje propozycję miliardera, który godzi się spłacić ich długi za jedną noc spędzoną z kobietą. Bohaterka (Demi Moore) przyjmuje propozycję, próbując racjonalizować jej niemoralność: To tylko moje ciało. To nie jest moja dusza. Spędza noc z bogatym człowiekiem, a następnie powraca do narzeczonego. Okazuje się jednak, że ta jedna noc rujnuje ich związek. Wprowadza nieufność, rodzi cierpienie i ostatecznie doprowadza do rozpadu. Próba trywializacji seksu i odłączenia go od sfery emocjonalnej i duchowej kończy się tragicznie.
Wykorzystywanie innych poprzez seks dokonuje się na różnych etapach, jednak na każdym z nich przynosi katastrofalne skutki. W małżeństwie wiąże się z nieumiejętnością tworzenia właściwych trwałych relacji. Dochodzi do nadużyć emocjonalnych i fizycznych. Coraz częstszym zjawiskiem są zdrady małżeńskie. Ich skutkiem jest życie w kłamstwie, brak zaufania, cierpienie, porzucenia, rozwody, a w konsekwencji trauma, jaką przeżywają dzieci.
Seksualność w młodym wieku stanowi zwykle próbę „sprawdzenia się”, potwierdzenia orientacji seksualnej bądź wynika ze zwykłej ciekawości. Druga osoba bywa taktowana instrumentalnie, przedmiotowo, zostaje sprowadzona do testu orientacji, cechującego się znacznym brakiem empatii, brakiem poznania i wejścia w świat innego człowieka. Młodzi ludzie często nie liczą się z przeżyciami innych, traktując ich jako środek do rozładowania napięcia. Panuje przekonanie, że relacje seksualne stanowią czynność fizjologiczną; w efekcie można je postawić na tym samym poziomie co… jedzenie i picie! Dlatego nie ceni się czystości przedmałżeńskiej. W nie tak dawnych czasach było inaczej. Dziś uchodzi za wadę, której należy się wstydzić i która jest przedmiotem żartów. Nieczystość to upokorzenie ciała, cudzego i własnego. Paradoksem naszych czasów jest to, że nie tylko tolerujemy to upokorzenie, ale się nim szczycimy.
Agresja związana z seksualnością, występująca u młodych ludzi, bywa podszyta lękiem. Lęk przed bliskością i uczuciem może być u mężczyzny skutkiem braku głębszej relacji emocjonalnej z ojcem lub posesywnej miłości matki i prowadzić do ciągłych poszukiwań i zmian partnerek (J. Augustyn). W rezultacie pojawia się głęboki kryzys tożsamości (kobiecości, męskości) oraz zagubienie poczucia własnej wartości.
Najtragiczniejsze konsekwencje przedmiotowego traktowania sfery seksualnej ponoszą dzieci. Rozpad rodzin i luźne związki prowadzą do ran emocjonalnych, braku tożsamości oraz rozbicia duchowego. Jeszcze straszliwsze żniwo zbiera wykorzystywanie emocjonalne i seksualne dzieci, często powiązane z agresją, pornografią i alkoholizmem.
Do wszystkich wypaczeń w sferze seksualnej przyczynia się lansowana dziś kultura swobody i „wolności”. Propaguje się przekonanie, że aktywność seksualna jest sprawą prywatną i każdy ma do niej „prawo” bez żadnych ograniczeń. Nie uwzględnia się przy tym konsekwencji społecznych, jakimi są np. rozwody, adopcje, ani praw bezbronnych (antykoncepcja, aborcje). Ponadto trzeba wliczyć ogromne koszty materialne, społeczne i psychiczne związane z rodzinami dysfunkcyjnymi, patologicznymi.
Współczesna kultura europejska staje się panseksualna. Do tego dochodzi obsesja natychmiastowego zaspokajania wszelkich potrzeb i popędów oraz przekonanie, że bez seksu nie można żyć. Przemysł, turystyka, reklama nastawione są na oferowanie coraz bardziej wyrafinowanych lub perwersyjnych „usług” seksualnych. Buduje się „raj” na ziemi, niszcząc godność i wartość drugiego człowieka.
Kolejnym skutkiem oddzielania technicznie traktowanej seksualności od miłości jest uzależnienie seksualne. Sprawia ono, że relacje seksualne nie stanowią już sfery intymnej ani przyjemności, ale stają się obsesją. Seksoholicy nie są w stanie kontrolować myśli, uczuć ani zachowań; nie potrafią dokonywać wyborów. Seks (podobnie jak dla alkoholików butelka) staje się pierwszą potrzebą. Dla niej są w stanie zrezygnować z innych wartości, np. rodziny, przyjaźni, pracy, zdrowia.
O uzależnienie od pornografii jest dziś stosunkowo „łatwo” ze względu na szeroki dostęp do treści pornograficznych. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku były one zjawiskiem relatywnie rzadkim, szczególnie za żelazną kurtyną. Gdy w roku 1984 byłem na wspominanym już kursie językowym w Oksfordzie, wszystko było nowe, zachwycające, pociągające… Jeden z moich kolegów tak bardzo zachłysnął się Zachodem, że zapragnął iść do kina na… film pornograficzny. Ale Pan Bóg miał poczucie humoru i spłatał mu figla. Po przestudiowaniu repertuaru i zdecydowaniu się (z wielkim bólem) na wydanie ogromnej (w przeliczeniu na złotówki) sumy wybrał premierowy film Supergirl. Wrócił jednak z kina niepocieszony, gdyż okazało się, że „film erotyczny” był w rzeczywistości… kreskówką dla dzieci i młodzieży, odmianą znanego Supermana. Dzisiaj tego typu zabiegi – jak te, które poczynił mój kolega – są niepotrzebne. Seks króluje w mass mediach niemal na każdym kroku.
Szkody będące wynikiem uzależnienia seksualnego są nie do naprawienia. W sferze emocjonalnej są nimi smutek, poczucie winy, apatia, gniew i agresja wobec siebie, infantylizm… Negatywne myśli na swój temat, wyrzuty sumienia, wstyd i nienawiść do samego siebie stwarzają rodzaj presji. Osoby uzależnione od seksu poszukują w nim pocieszenia i przyjemności. W ten sposób powstaje błędne koło postępującej choroby, która w końcu pozbawia ich życie sensu. W pracy zawodowej pojawiają się trudności z koncentracją, cierpliwością, punktualnością, obowiązkowością. Myślenie uzależnionego opiera się na kłamstwie, zaprzeczeniu, usprawiedliwieniu, bagatelizowaniu i projekcji, nawet wtedy, gdy ustaje natręctwo. Uzależnionym od seksu zdarza się również myślenie typu paranoicznego i mania prześladowcza. W sferze rodzinnej i społecznej uzależnienie, przejawiające się egoizmem, powoduje, że coraz mniej czasu, zainteresowania, troski i pieniędzy poświęca się najbliższym i przyjaciołom. Pojawia się przemoc i nadużycia. Dochodzi do rozpadu związków. Cały czas i energia są marnotrawione na zaspokojenie popędu, a potem na łagodzenie jego skutków.
Patrick Carnes w nieco kontrowersyjny sposób grupuje uzależnienia seksualne na trzech poziomach: pierwszy mieści się w czynnościach uważanych za normalne, akceptowalne i do przyjęcia (np. obsesyjna masturbacja, pornografia, homoseksualizm czy upokarzające relacje heteroseksualne, seks przez telefon, transwestytyzm, fetyszyzm, sadyzm lub masochizm); drugi poziom to zachowania ewidentnie szkodliwe i karalne prawnie (np. prostytucja, voyeuryzm, ekshibicjonizm, nekrofilia, molestowanie seksualne); trzeci z kolei to zachowania, które mają poważne konsekwencje prawne dla uzależnionego (np. kazirodztwo, pedofilia, gwałt).
Stanisław Biel SJ
Polecamy:

Stosunkowo często powołujemy się w konfesjonale na lenistwo jako powód zaniedbania jakiegoś obowiązku. Ta częstotliwość niby nie powinna dziwić, w końcu jest to jedna z siedmiu wad (niegdyś – grzechów) głównych, więc – co logiczne – zdarza się nierzadko. Tylko dlaczego „się zdarza”?
Na lenistwo powołujemy się często, tłumacząc zwłaszcza naszą nieobecność na Mszy Świętej. Z lenistwa jednak nie tylko się nie modlimy, ale także nie uczymy, nie pracujemy, nie rozwijamy się. Czy jednak rzeczywiście o lenistwo tu chodzi?
Ogólnie rzecz ujmując, lenistwo jako wada jest przeciwieństwem cnoty pracowitości. Jak pisze ksiądz Stanisław Witek w swoim Duszpasterstwie w konfesjonale: „Lenistwem […] nazywamy niechęć do pracy w ogóle, albo szczególnej postaci, mimo posiadania warunków psychofizycznych do jej podjęcia”. Kluczowe w tej definicji wydaje się słowo „niechęć”. Lenistwo to – mówiąc prościej – „niechcenie”, stąd tak często w rożnych sytuacjach zaniedbania obowiązków pojawia się proste tłumaczenie: „Nie chciało mi się”. A czegoż to nie chciało mi się w przypadku zaniedbania Mszy Świętej? Na czym polega „niechcenie” Mszy Świętej?
Lenistwo ma jedną szczególną formę – to tak zwane lenistwo w służbie Bożej, lenistwo duchowe, znużenie albo – mądrzej – acedia. Acedia – jak podkreśla Katechizm – nie jest jednak w gruncie rzeczy grzechem przeciwko pracowitości, ale grzechem przeciwko miłości. „Znużenie lub lenistwo duchowe posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od Boga i do odrazy wobec dobra Bożego” – czytamy w punkcie o grzechach przeciw miłości Bożej. Inne to: obojętność, niewdzięczność, oziębłość i nienawiść do Boga.
Nie przypuszczam jednak, iż każdy z nieprzychodzących na Mszę „z lenistwa” ma aż tak złe intencje. Rzecz wydaje się o wiele bardziej banalna. Grzechu lenistwa po prostu nie ma. Jest tylko grzech braku motywacji, czyli w gruncie rzeczy – niedostatek miłości. Człowiek jest istotą – jeśli tak można powiedzieć w kontekście miłości do Boga – ekonomiczną. Robi to, co przynosi mu korzyść, w czym widzi jakąś wartość, także wartość w sferze duchowej. Musi wiedzieć, jaki jest cel podjętego działania, co to działanie mu da. Widać to choćby w sferze twórczości. Jeśli kompozytor przestanie komponować, to czy można powiedzieć, że nie pisze muzyki z lenistwa? Albo pisarz – czy przestaje pisać z lenistwa? Albo malarz – bo już mu się nie chce? Jeśli zdarza się im porzucić swoją pracę, to nie z powodu jakiegoś banalnego lenistwa, ale z braku motywacji, który to brak może być spowodowany rożnymi czynnikami. Z jakiegoś powodu nie widzą już sensu w dalszej pracy. Albo: czy da się zaakceptować wyjaśnienie kochanka, że nie przyszedł na randkę, bo mu się nie chciało, bo miał lenia? Biada dziewczynie, która uwierzy w takie tłumaczenie. Znaczy to bowiem, że oboje nic nie wiedzą o naturze miłości. U podstaw decyzji kochanka‑lenia musi istnieć jakiś brak motywu. Nie zobaczył się ze swoją ukochaną nie dlatego, że „nie chciało mu się”, ale dlatego, że „nie chciał”, a to zasadnicza różnica. Coś niedobrego dzieje się z jego miłością, bo dlaczego już nie chce?
Wiele naszych zaniedbań w dziedzinie życia duchowego wynika właśnie z braku motywacji, z braku widzenia sensu w tym, co jest naszą powinnością i obowiązkiem. Tak staje się z Mszą Świętą, gdy postrzegana jest już jedynie jako obowiązek wynikający z przykazania, a nie jako wewnętrzna potrzeba, która rodzi się z naszej miłości do Boga. Tak jest też z pacierzem i wszelką modlitwą. Lenistwo jest więc zawsze brakiem miłości do tego, od czego albo od kogo się ucieka: od Boga czy od człowieka. Pozostaje pytanie: jak w sobie na nowo tę miłość wzbudzić?
ks. Andrzej Draguła
![Czy miłosierny Bóg karze za grzechy? [FILM] Czy miłosierny Bóg karze za grzechy? [FILM]](https://jaksiespowiadac.pl/wp-content/uploads/sites/2/2016/11/rys2-720x300.jpg)

Jak dobrze przygotować się do spowiedzi medytując przypowieść O synu marnotrawnym?
Młodszy syn
Czy zauważam to, co otrzymuję od innych: Boga, rodziców, przyjaciół, swojej ojczyzny? Czy doceniam trud, miłość i troskę moich najbliższych?
Czy jestem im za to wdzięczny?
Czy za rzeczami i darami, którymi się cieszę, rozpoznaję tych, którzy mi je dają? A może patrzę na nich tylko przez pryzmat tego, co powinni mi dać?
W czym upatruję moje szczęście? Czego szukam?
Czy jestem świadomy, że pragnienia w człowieku są nienasycalne (św. Teresa z Ávila)? Bez jakich rzeczy, pragnień, osób, przyjemności nie mogę się, moim zdaniem, obejść? Dlaczego?
Czy w życiu pragnę osiągnąć coś, czego nie da się przełożyć na pieniądze i posiadanie? Na ile w moich relacjach z innymi jestem bezinteresowny? Czy są takie działania w moim życiu, dzięki którym daję ludziom coś, nie spodziewając się niczego w zamian?
Jak w moim obecnym życiu wyglądają „dalekie kraje”? Gdzie i jak uciekam przed sobą, Bogiem i bliźnimi? Kiedy czuję, że oddalam się od Boga i innych ludzi? Jak to się objawia? Czy jestem świadomy, że zapominając o Bogu, sprawiam Mu ból?
Czy i w jaki sposób trwonię swoje życie, energię, czas, talenty? Czy nie ulegam różnym formom konsumpcji i powierzchowności, które mnie wewnętrznie wydrążają i pozostawiają rozczarowanym?
Czego chciałbym się pozbyć w swoim życiu, a pomimo wysiłków nie potrafię tego zrobić?
Gdzie doświadczam największej biedy?
Co myślę o sobie, gdy się pogubię i zgrzeszę? Czy widzę nadzieję, a może potępiam się i poniżam?
Czy nie ulegam zniechęceniu? Czy ufam, że Bóg zawsze gotów jest mi przebaczyć? Czy nie chciałbym być bez słabości i grzechów, aby poczuć się bardziej samowystarczalny?
Starszy syn
Jak odnoszę się do innych? Czy nie czuję się od nich lepszy? Czy nie patrzę na nich z góry? Czy nie osądzam i nie potępiam ich wprost lub w myślach?
Na kogo lub na co wyładowuję swój gniew?
Czy uważam, że na wszystko muszę sobie zasłużyć?
Czy spodziewam się nagrody za to, co robię?
Czy chciałbym być bardziej zauważony i doceniony?
W jakich sytuacjach i za co?
O co mam żal do Boga, rodziców, przyjaciół?
Czego, moim zdaniem, nie otrzymuję od nich, a powinienem? Za co oburzam się na innych?
Co mnie w nich denerwuje? Jak często chciałbym usuwać drzazgę z oka brata, nie widząc belki w swoim?
Czy nie boję się Boga jako sędziego, oficera, księgowego?
Czy potrafię się modlić i przyjmować sakramenty nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla Boga?
Czy moja modlitwa nie przypomina chwalenia się i ciągłego proszenia Boga o kolejne dary?
Czy nie szukam usprawiedliwień i wymówek, byleby tylko wybielić samego siebie? Czy nie jestem za bardzo wpatrzony w siebie i swoje poczucie „sprawiedliwości” i bycia porządnym?
Czego zazdroszczę innym? W czym porównuję się z moimi bliskimi, kolegami, gwiazdami sportu, filmu?
Czy jestem w stanie podać rękę i pojednać się z tymi, którzy moim zdaniem nie potraktowali mnie sprawiedliwie lub na to z innych powodów nie zasługują?
Ojciec
Czy potrafię wyobrazić sobie, że Bóg ciągle mnie szuka, że chce mnie wyciągnąć z największych tarapatów?
Jakie uczucia budzi we mnie świadomość, że Bóg tęskni za mną, że jestem dla Niego darem?
Czy mam świadomość, że grzech oddala mnie od Boga, ale nie oddala Boga ode mnie? Czy zdaję sobie sprawę, kim jestem w oczach Bożych? Czy mam świadomość, że grzesząc, zaprzeczam danej mi tożsamości syna lub córki Ojca?
Jakie uczucia się we mnie budzą, gdy słyszę, że Bóg kocha mnie bezwarunkowo? Czy wierzę, że On tak naprawdę niczego ode mnie nie oczekuje?
Co czuję, gdy z Bożych ust słyszę słowa: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie”? Czy czułość i delikatność Boga jest dla mnie do przyjęcia? Jeśli nie, co mi w tym przeszkadza?
Czy wierzę, że zawsze mogę wrócić do Boga?
Czy potrafię również przebaczyć tym, którzy mnie zranili? Czy jest ktoś, do kogo żywię urazę?
Szczególnie dla rodziców
Czy pozwalam dzieciom wypowiadać i realizować ich marzenia? Czy mam w sobie zgodę na to, że dziecko może pójść inną drogą niż ja? Czy nie uzależniam dziecka od siebie?
Czy nie wychowuję dzieci, by mi się potem odwdzięczyły?
Jak okazuję swoim dzieciom czułość i poczucie bezpieczeństwa? Czy je przytulam, pozwalam im doświadczyć mojej bliskości? Czy dzielę się z nimi swoimi uczuciami? I czy przyjmuję ich uczucia?
Czy mam w sobie zgodę, że moje dziecko może pobłądzić? Jak reaguję, gdy dziecko sprawi mi ból?
Co we mnie zwycięża: sprawiedliwość czy miłosierdzie?
Czy w imię sprawiedliwości okazuję mu także gniew, gdy trzeba? Czy okazuję dziecku miłosierdzie przez cierpliwe znoszenie jego błędów, upominanie, tłumaczenie? Czy przyjmuję, że dziecko ma prawo do bycia dzieckiem i ciągłego uczenia się?
Dariusz Piórkowski SJ
Polecamy:
![Co Jezus pisał palcem po ziemi? O tym, kto z was jest bez grzechu [FILM] Co Jezus pisał palcem po ziemi? O tym, kto z was jest bez grzechu [FILM]](https://jaksiespowiadac.pl/wp-content/uploads/sites/2/2016/11/rys-002-720x300.jpg)